Rzeczpospolita - 11 Lipca 2006

Płacić powinny firmy i pracownicy

Nie ma powodu, by koszty emerytur zatrudnionych w szczególnych warunkach ponosiło społeczeństwo.

Zamieszanie wokół oczekiwanych przez górników nagród z zysków spółek węglowych to dobra okazja, by powrócić do kwestii emerytur górniczych. Jest ona istotna, bo część Polaków nadal uważa, że to państwo ma odpowiadać za skutki zatrudnienia w warunkach szczególnych. Koszt ochrony interesów pracowników niektórych branż ma więc ponosić całe społeczeństwo.
Zarówno prowadzenie działalności w branżach, gdzie istnieje wysokie ryzyko zagrożeń życia i zdrowia, jak i podejmowanie w nich pracy, to świadomy wybór. W obu przypadkach jego podstawą jest możliwość czerpania korzyści ekonomicznych, związanych z tym właśnie ryzykiem. Do takich korzyści należy m.in. prawo do wcześniejszej emerytury na koszt państwa. Czy jest ono jednak społecznie i ekonomicznie uzasadnione?
W gospodarce rynkowej górnictwa, hutnictwa, czy też transportu lotniczego i kolejowego nie można traktować jako własności państwowej, dobra służącego całemu społeczeństwu. Wprawdzie firmy z tych branż nadal u nas należą do państwa, ale w każdej chwili mogą - i powinny - być sprywatyzowane. Będą więc działać tak, żeby ich właściciel osiągnął zysk i mógł rozwijać przedsiębiorstwo, w które zainwestował. Nie ma więc powodów, by skutki takiej działalności ponosiło całe społeczeństwo. Dlaczego kto inny czerpać ma korzyści, a kto inny płacić koszty ich uzyskiwania?
Współczesne państwo nie może być zawłaszczone przez grupy interesów, które mają możliwości silnego oddziaływania na rządzących. Presja możliwych rozruchów czy strajków nie może być powodem przypisywania przywilejów jednym grupom społecznym kosztem pozostałych, słabszych.
Potrzeba ochrony praw pracowników zatrudnionych w warunkach szczególnych nie powinna być uznawana za równoznaczną z obowiązkiem przejmowania przez państwo kosztów realizacji takich praw. Państwo powinno natomiast tworzyć regulacje określające uprawnienia i obowiązki pracowników oraz pracodawców w przypadku działalności w dziedzinach, obarczonych zagrożeniem zdrowia i życia pracowników. Nie powinno przy tym mieć znaczenia, czy chodzi o przedsiębiorstwo należące jeszcze do Skarbu Państwa, czy też już prywatne.
Państwo wolnorynkowe, a równocześnie - solidarne, wspomaga jednostki słabsze, które nie są w stanie samodzielnie zapewnić sobie środków do życia. Ta zasada odnosi się również do zabezpieczenia emerytalnego.

To nie jest przywilej

Istotą niedawnej reformy systemu emerytalnego było stworzenie podstaw do samofinansowania przyszłych emerytur przez pracownika i jego kolejnych pracodawców. Obecny system oparto więc na dwóch filarach: państwowym (jeszcze), czyli ZUS, i prywatnym - czyli otwartych funduszach emerytalnych.
Można by sądzić, że zarówno nieuchronna prywatyzacja wszystkich gałęzi przemysłu, jak i dokonana już częściowa prywatyzacja systemu emerytalnego to wystarczające uzasadnienie, by tworzenie systemu emerytalnego to wystarczające uzasadnienie, by tworzenie systemu szczególnych uprawnień emerytalnych dla pracowników branż wysokiego ryzyka nie odbywało się już na koszt społeczeństwa. Utrzymywanie sytuacji, w której płacą za nie wszyscy podatnicy - a tym bardziej nadawanie takich uprawnień pracownikom kolejnych dziedzin gospodarki - rodzi uzasadniony niepokój o zdolność ich finansowania.
Świadczenie emerytalne, co do swej istoty, nie jest przecież i nie powinno być przywilejem nadawanym przez państwo, lecz prawem, jakie nabywa pracownik po spełnieniu warunków określonych w ustawach i obligatoryjnych "umowach" z ubezpieczycielami. Państwo nie powinno być w tym przypadku darczyńcą, choć powinno chronić prawa pracownika, zatrudnionego w warunkach szczególnych.
Podstawy takiego systemu przecież istnieją: państwo wprowadziło obowiązek ubezpieczania emerytalnego. Pracownik i jego kolejni pracodawcy muszą ponosić koszty tego ubezpieczenia - właśnie po to, żeby w momencie, gdy stanie się on niezdolny do pracy, zapewnić mu źródła utrzymania. Trudno więc zrozumieć, dlaczego państwo nadal przejmuje na siebie skutki, jakie powoduje świadczenie pracy w warunkach szczególnych.
Wydaje się uzasadnione, żeby ponosili je ci, którzy z takiej pracy czerpali korzyści, a więc pracodawcy i pracownicy. Oni właśnie powinni je z wyprzedzeniem finansować, płacąc składki, zależne od możliwego okresu zatrudnienia i oczekiwanej emerytury.
Przeniesienie na nich tego obowiązku spowoduje niewątpliwie wzrost kosztów pracy w dziedzinach, w których występuje zagrożenie życia i zdrowia. To oznacza, że w ostatecznym rozrachunku pokryją je nabywcy dóbr i usług, jakie wytwarzają takie przedsiębiorstwa, działające w uprzywilejowanych dzisiaj branżach.

Korzyści i koszty

Z punktu widzenia nie tylko obecnych, ale przede wszystkim przyszłych pokoleń takie zmiany miałyby znaczenie fundamentalne. Przywrócona zostałaby bowiem konstytucyjna równość obywateli wobec prawa, a także - podstawowa dla gospodarki rynkowej zasada współmierności korzyści i kosztów.
Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, kiedy branże, których pracownikom państwo zapewniło szczególne uprawnienia emerytalne, przebrnęły już (i to z pomocą społeczeństwa) przez okres transformacji i są w stanie przynosić zyski. Obecnie, gdy interesy i obciążenia państwa oraz przedsiębiorców i ich pracowników wzajemnie się przenikają, państwo nadal pełni rolę łaskawego darczyńcy. A fakt, że uprzywilejowane branże nie finansują wcześniejszych emerytur, prowadzi nieuchronnie do obciążenia w przyszłości budżetu kosztami ich wypłaty. Jest to problem tym większy, że społeczeństwo starzeje się i w przyszłości mniejsza jego część będzie zasilać finanse państwa.

WIESŁAW ROZMYSŁOWICZ
Prezes firmy audytorsko-konsultingowej WESSLY


 

Wessly Sp. z o.o., ul. Irysowa 24A, 02-660 Warszawa | tel. 22 826 32 78, 22 826 96 12 | fax 22 826 91 65 | e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.